wtorek, 09 września 2008
nasza klasa
odezwal sie do mnie na naszej klasie. wyglada niesamowicie i w zyciu bym go nie poznal. napisal, ze sie zmienilem, ze wygladam super, ze wyroslem na pieknego mezczyzne i tak dalej... odpisalem, dorzucilem pare komplementow i jakos sie odnowila ta nasza znajomosc, ktora kiedys tak brutalnie zakonczylismy. jest mily, ma w glowie sporo wiedzy i nie wazne sa dla niego stylistki z warszawy i wiadomosci z pudelkow... jest normalnym facetem o pieknej sylwetce i twarzy... i tak sobie piszemy i piszemy... bo stara milosc pewnie nie rdzewieje. tak czy siak, nic z tego nie bedzie, bo ani nie mam ochoty na to, zeby cos sie dzialo, ani nie wroce do polski, ani nie bede sie z kims wiazal... nie mam na to ochoty, bo to i tak tylko kwestia czasu, by sie wszystko znowu rozpadlo. wiec powoli przygotowuje sie na to, ze bede samotnie przemierzal drogami zycia, samotnie patrzyl w lustro na nowe zmarszczki przy oczach i samotnie przyjdzie mi zasnac, kiedy juz trzeba bedzie zasnac... bo czy nie lepiej byloby po prostu zasnac?
niedziela, 07 września 2008
środa, 03 września 2008
wieczor
jesienne wieczory coraz dluzsze... to wtedy odczuwa sie samotnosc tak strasznie, bo ma sie wrazenie, ze swiat zasypia wczesniej... a ja nie moge zasnac, ani spac, bo przez glowe przelatuja mysli i slowa, te wypowidziane, i te niewypowiedziane... a takze te, ktore tak bardzo chcialoby sie powiedziec... a jutro wstanie nowy dzien i bedzie juz na pewno dobrze...
wtorek, 02 września 2008
a moze widze...
swiatelko w tunelu... czas leczy rany a im starszy jestem, tym szybciej sie te rany lecza, co wlasciwie zaprzecza medycynie. ale to nie o medycyne tu chodzi, ani o rany, ale przeciez wiadomo... urzadzilem sobie moj wlasny pokoj, w ktorym mam ogromne lozko, szafe, regal z ksiazkami, maly stolik i lampe i nic mi wiecej nie potrzeba do zycia. tylko sie zamknac, przytulic do poduszki i czekac na nowy poranek. jesien w powietrzu coraz bardziej wyczuwalna, swiat zmienia barwy i to wcale nie pomaga, ale przeciez zycie i tak bedzie bieglo swoim torem, i pomimo tego, ze to tylko i wylacznie moja zasluga, ze w tym wlasnie momencie biegnie ono tak, a nie inaczej, to jednak czasami po prostu wymyka sie spod kontroli... a wtedy wystarczy sluchac slow madrosci: let it be... no wlasnie... odpuscic, przestac za duzo myslec o przeszlosci, zamknac drzwi i otworzyc nowe, pozwolic zasnac i przespac, by opbudzic sie z nowym spojrzeniem na to wszystko... wziac zycie w swoje rece, a wszystko inne niech sobie biegnie swoim torem... czas znowu pomyslec o sobie, czas znowu stac sie zdrowym egoista i czas usmiechac sie do ludzi, bo to oni sa wokol mnie i to oni mi pomagaja... i dlatego widze swiatelko w tunelu... nawet gdy znowu mi nie wyszlo i znowu dostalem kosza... bo w tym caly jest ambaras, zeby dwoje chcialo na raz...
poniedziałek, 01 września 2008
czwartek, 28 sierpnia 2008
poranek
slonce wschodzi coraz pozniej. kiedy wstaje, jest jeszcze za gorami, i dopiero, kiedy wypije pierwsza kawe i zjem porannego tosta, wychodzi i zaczyna ogrzewac swiat... dzisiaj rano wstlem i sie poplakalem... bylo mi tak jakos pusto, poczulem sie samotny w tym obcym wciaz kraju, w nowej rzeczywistosci, w nowym pokoju, cierpiacy w swoj polski sposob... i jak tu nie rozumiec norwida?
środa, 27 sierpnia 2008
stany depresyjno maniakalne...
... bo raz jest mi dobrze, a nastepnym razem placze bez powodu. wzruszam sie byle gownem i jestem nieczuly na katastrofy samolotow, slysze jakas muzyke i placze, a potem sie smieje z tego jak zapuchniete mam oczy i jak czerwony i zasmarkany jest moj nos i ogolnie, jak mi nie do twarzy z tym smutkiem... jakie szczescie, ze wrocilo lato. deszcz by mnie chyba dobil...
piątek, 22 sierpnia 2008
NOWE ZYCIE
Wybaczcie, ze mnie tak dlugo nie ma, ale... zwolnilem sie z pracy, rozstalem sie z moim facetem i sam nie wiem co to teraz bedzie, ale bedzie luepiej, bo musi byc... Caluje wszystkich, ktorzy jeszczeod czasu do czasu tu zagladaja... i przepraszam za moja nieobecnosc, ale poki co moje zycie wymyka mi sie z rak...
czwartek, 29 maja 2008
Pogody i niepogody
Tak. To juz kilka tygodni od mojego ostatniego wpisu. A to dlatego, ze wzialem zycie za pas i zaczalem sie na nim wyzywac. Dopkoi starczy sil i dopoki nie oszaleje z powodu braku czasu... Wracam powoli do mojego poprzedniego zawodu... A to zajmuje mnostwo czasu. Jutro pierwsze proby... Jestem poddenerwowany, ale chyba niezle przygotowany... Zobaczymy... Co u mnie? Bylem na wakacjach na Wyspach Kanaryjskich. Bylo bosko, goraco, walizki do tej pory pachna piaskiem, morzem i sloncem. To inny swiat - swiat usmiechnietych ludzi, ktorzy calkiem inaczej patrza na zycie, to swiat wypalonych sloncem pol i wzgorz, wydm, ktore wygladaja, jak pustynia, palm, kaktusow wielkosci domow i kotow paletajacych sie po ulicach w poszukiwaniu myszy... Swiat pachnacych kwiatow, wysportowanych maezczyzn bez koszulek, pieknych kobiet, turystow z Niemiec, Szwajcarii, Austrii i Anglii, plaza dla gejow, centrum rozrywki dla gejow, tysiace gejow... Po powrocie z Gran Canarii szybki lot do Polski na doslownie trzy dni, by odstac w kosciele poltorwej godziny i patrzec, jak moja chrzesniaczka przyjmuje pierwszy kawalek oplatka w zyciu. Jeden wileki stres, wydawanie pieniedzy, gotowanie, zarcie, picie i ... wylot z powrotem do Zurychu... Z drugiej strony bylo cudownie. Polska w maju nie jest taka szara, jak zima... POstanowilem nigdy wiecej nie wracac do Polski w okresie bozonarodzeniowym... jak juz, to tylko w maju, albo latem. Wtedy widze ja z innej perspektywy i ludzie sa inni, jakby bardziej weseli... Wydaje mi sie, ze naszej mentalnosci dobrze by posluzyla odrobina wiecej slonca w zyciu. (choc, kiedy bylo upalnie, to juz slyszalem narzekania, ze za goraco... czy Polakowi mozna dogodzic???) teraz wracam grzecznie do pracy, ktorej mam mnostwo... Wieczorem musze sie uczyc do egzaminow i prob... A jutro wyprawa do Berna... nie moge sie doczekac... Caluje
poniedziałek, 07 kwietnia 2008
Nie chce wiecej
... pracowac tu, gdzie pracuje... moja praca mnie nie satysfakcjonuje, nie czuje sie tu dobrze, tak jak kiedys, juz nie... nie mam motywacji, nie pracuje efektywnie... jestem tylko statystycznym procentem.
poniedziałek, 31 marca 2008
Justuje od lewej
Znalazlem chwile, by choc na sekundke wpasc tutaj... Po Wilkanocy zostal mi tylko tluszcz w okolicach boczkow. Nie bylem w Polsce. Mysle sobie, jak bardzo nasi rodzice wplywaja na zycie. Zastanawiam sie (znowu) kim bylbym i jaki bylbym, gdybym urdozil sie z innej matki, w innej rodzinie, w innym miescie, otoczeniu, z innymi historiami, czy bylbym tym samym ja, czy nie. Jak bradzo zostajemy soba samym i co to wlasciwie znaczy byc samym soba... Religia, kraj, ludzie i ich mentalnosc, dystanse, granice, wychowanie, szkola, ksiazki, telewizja, internet, muzyka, brat, siostra, pies, ktory zdechl na naszych oczach... jak bardzo to wszystko wplynelo na mnie i na to , kim teraz jestem? odpowiedz jest prosta: BARDZO
wtorek, 11 marca 2008
Rachunek sumienia
Tak sie zastanawiam, czy to naprawde wazne, kto co robi, jak zyje i czy wykorzystuje swoj mozg w stopniu zadowalajacym, czy tylko po to, by zaspokoic potrzeby fizjologiczne. Zmieniam sie. Zauwazylem to sam w sobie. Wystarczy siegnac pamiecia do czasow sprzed emigracji... Wydaje mi sie, ze wtedy przekreslilbym czlowieka tylko dlatego, ze jest smieciarzem. Bo nie ma ambicji, bo sie nie uczyl.... A dzisiaj staram sie, zanim go przekresle, pomyslec o tym, jak to sie stalo, ze pracuje jeko smieciarz, moze mial marzenie, jak ja, by jezdzic smieciarka? Moze mu w zyciu nie wyszlo i nie znalazl lepszej pracy, a moze wrecz przeciwnie... moze czyta Dostojewskiego i uwilebia Almodovara, moze ma piekna zone i cudowne dzieci i piekne, nieskomplikowane, proste i szczesliwe zycie? Moze jest cudownym ojcem i kochanym mezem, a moze doprawia zonie rogi, bo nie umie zapanopwac nad swoimi 18 centymetrami w rozoporku. A moze ja po prostu zaprzatam sobie glowe niepotrzebnosciami?
czwartek, 06 marca 2008
Nostalgia
Czasami mnie dorwie... Sobotni artykul o jaruzelskim w tutejszym dodatku do Tages Anzeiger'a wywolal we mnie mala fale tesknoty do Polski. Nie tak, zeby mnie rzucalo po scianach, zebym zaraz pisal polonezy z mazurkami i malowal wierzby placzace, ale czasami mnie dorwie taka mala tesknota za krajem... za ta ukochana szarzyzna, za tym burdelem i zlomem w ogrodkach, za tymi mordami ukochanymi, za paniami ze sklepu miesnego, za nieuprzejmymi kasjerkami i paniami z banku, za przyjaciolmi, ktorych zostawilem, za upijaniem sie wodka i przesypianiem budzika, za blokowiskami, biedronkami, psimi kupami na trawnikach, popsutymi hustawkami, obszarpanymi murami z bezsensownymi napisami... Czasami mam dosc tego porzadku, tego bezpieczenstwa, braku obawy, ze nie starczy do pierwszego, tych samotnych rankow w pracy, tego wstawania przed budzikiem, tych zadbanych ludzi, ktorzy by sie spotkac musza siegnac po kalendarz, tej najdrozeszej ulicy na swiecie, tych sklepow dla snobow i tych gwiazd, ktore tutaj przyjezdzaja... Ale to wszystko zdarza sie tylko czasami...
czwartek, 28 lutego 2008
Krotko
...to najdluzszy tydzien w tym roku... jestem zawalony praca, glupimi myslami, bolem zoladka spowodowanym stresem, pewnie mam juz wrzody... ale jest wiosna, a kiedy wiosna, to jest mi wszystko jedno, bo wystarczy spojrzec przez okno i sie serce cieszy... a jak sie cieszy? jak glupie...
piątek, 22 lutego 2008
Kontynuacja watku Mister Schweiz
Co do komentarzy, Magru kochana, kochany Insi, ja? Po pierwsze, ja jestem knypkiem i mam tylko 180 cm, nie jestem posiadaczem szwajcarskiego paszportu, mam 30 lat i w ogole jestem jakis taki niewygledny... poza tym, jakze ja bym sie czul wsrod tych panow??? No , ja tam juz wiem, jakbym sie czul... ale o tym nie napisze, bom wstydliwy ;o) On nie jest az taki zly... Tutaj jeszcze inna fotka, jak sie usmiecha... :
No chyba, ze wolicie tych wszystkich Latynosowatych wokol niego... no ok, pierwszy z prawej jest niezly, co nie? Mister Switzerland Polakiem?
No i znowy wybory Mistera Szwajcarii dominuja powoli naglowki tutejszych gazet (jak sie nie ma inych problemow, to sie wybiera Mistera) Wsrod tegorocznych kandydatow jest Polak z pochodzenia. Daniel Dzialowy. Zajmuje dosyc wysokie miejsce w rankingu... No zobaczymy. Oczywiscie bede na niego glosowal, bo to jakby nie patrzec polrodak. A wyglada tak:
Co do Steczkowskiej... No tak... Wiedzialem, ze ona by nie padla na pomysl zrobienia takiego teledysku, bo jest na to troche za glupawa... Chlopacy zrobili zatem kawal niezlej roboty!
czwartek, 21 lutego 2008
Wracam do domu u Insiego...
...jestem pod wrazeniem teledysku, ktory zamiescil Insi na swoim blogu... Steczkowska, ktora tak mnie denerwuje swoim zmanierowanym sposobem wydawania dzwiekow piszczaco steczacych... tym razem odwalila kawal swietnej roboty umieszczajac smutna gejowska historie w tle... Poruszajace w czwartkowy ranek... Chyba nic dodac, nic ujac....
środa, 20 lutego 2008
Wiosna
Slonce, otwarte okna biura, na biurku kupka niezalatwionych spraw, jakies pisma, jakies pierdoly, obok jablko i pusty kubek po porannej herbacie... Jest spokojnie i nudnawo... NIe mam ochoty na nic, na pisanie, na czytanie, na szperanie w internecie, na zaltwianie spraw i telefonowanie... Slucham radia, pije wode, jest mi po prostu dobrze... nie ma szefa, nie ma wspolpracownikow, nie ma zadnych faktorow przeszkadzajacych mojej jakze dzisiaj monotonnej egzystencji... To dopiero polowa dnia...
wtorek, 19 lutego 2008
Pan ze stacji benzynowej
Dzisiaj, jadac do pracy, wstapilem na stacje, by zatankowac auto, kupilem przy okazji bulke z tunczykiem i wode mineralna. Pan, ktory tam obslugiwal, bl po prostu nieziemsko przystojny. Chyba Albanczyk. Ma kruczoczarne wlosy i jasnozielone oczy. Silnie zbudowany o zniewalajacym usmiechu.... Moj pedalski zmysl podpowiedzial mi, ze nie jest gejem... my to jakos tak miedzy soba wyczuwamy... Tym razem nie bylo wyczucia... Heteryk. I wtedy pomyslalem sobie, przez moment, jak pieknie byloby w tej chwili byc piekna kobieta, ktora moglaby go uwiesc, poflirtowac z nim, pokazac iskry w oczach... a potem po prostu zniknac z nim w zapleczu... Pytanie, czy bylbym wtedy po prostu kobieta wemancypowana, nimfomanka a moze po prostu kurwa? Budzi sie moje libido po zimowym snie... UWAZAC!
poniedziałek, 18 lutego 2008
11.09. GROUND ZERO
Przyszedlem rano do biura, uporzadkowalem poczte, poodpisywalem na firmowe maile, odetchnalem swiezym powietrzem wiosennego Zurychu i zrbilem sobie pyszna aromatyczna kawe... I nie wiem, co mi do lba strzelilo, ze pijac te kawe, postanowilem troche pobuszowac w necie, poodpisywalem na naszej klasie, posprawdzalem prywatne maile i wparowalem na google... i nie wiem czemu, i jaka sila mna pokierowala, ze podalem haslo: victim list ground zero... oto rezultat: http://www.september11victims.com/september11victims/victims_list.htm Jestem wstrzasniety, ludzie, ktorzy byli dal mnie tylko jakas liczba satli sie nagle prawdziwymi ludzmi, o usmiechach, jak z amerykanskich filmow, ludzie wygladajacy na zdjeciach tak bardzo szczesliwie, dzieci, dwu, trzy, czterloetnie brzdace, matki, synowie, corki i ojcowie, rodziny, dziadkowie, malzenstwa, kochanki i kochankowie, ktos, kto, tak jak ja po prostu poszedl do pracy... Musialem sie z kims tym podzielic... i chwile zwolnic, by zastanowic sie nad zyciem... Pozdrawiam Was, choc i tak juz nikt tu nie zaglada... |